Dlaczego warto zatrudnić matkę?

Zatrudnianie do firmy matki, szczególnie małych dzieci, to temat tabu. Niby nie można o to pytać, niby mamy równość, ale przecież wiadomo: pewnie skubana będzie w pracy się obijać, non stop oglądać zdjęcia swoich maluchów, a za chwilę pójdzie na zwolnienie, bo dziecko chore.

Cóż mam rzec… Serio tak myślicie?!!! Takie podejście bardzo kontrastuje mi z tym, co obserwuję u siebie i swoich koleżanek-matek. Zaraz wam opiszę, jak to u mnie wygląda. Po lekturze spodziewam się mnóstwa ofert pracy, laurek w komentarzach i ofert matrymonialnych (przykro mi, mam już męża). Ale do rzeczy:

Budzik dzwoni o 6.30. O nie, jeszcze chwilę! Przestawiam go na 6.35. Istne szaleństwo. Zamykam oczy i po sekundzie okazuje się, że cholernik znowu dzwoni. Zwlekam się z łóżka, cóż zrobić.

O 7.00 jestem już na rowerze. W międzyczasie zdążyłam:

  • umyć się
  • ubrać się w rzeczy na rower
  • zrobić makijaż
  • przygotować sobie rzeczy do założenia w pracy (jestem programistką, ale już bez przesady z tym dresem)
  • obudzić córkę
  • zrobić jej śniadanko i soczek
  • pożegnać ją czule i przekonać, że do szesnastej czas szybko jej zleci

Jeśli miałabym więc w punktach wypisać, dlaczego warto zatrudnić matkę do pracy, pkt 1 brzmiałby: umiejętność organizacji czasu doprowadzona do perfekcji.

Uff, udało się. O 7.30 jestem już w robocie. Przebieram się szybko w przygotowane przez siebie ciuchy, robię kawę w zakładowym ekspresie i zabieram się do roboty.

I tu dochodzimy do pkt 2: Bezdzietni w poniedziałek myślą: „o nie, znowu do pracy”. Rodzice małych dzieci biegną do niej jak na skrzydłach, wykrzykując: „witaj, kochana praco!”. Tu nikt nie krzyczy, że źle ukroiło się mu kanapki i że „to on zaczął”.

Uwielbiam swoją pracę prawie tak samo, jak moje dziecko. Dlatego chcę wykonywać ją jak najlepiej. Koleżanki z innych działów, kiedy spotykamy się w kuchni, czasem pytają się, czy właśnie wróciłam z urlopu. A ja po prostu prawie non stop siedziałam przy biurku, bo właśnie domykaliśmy projekt. Pkt 4 brzmi więc: matka będzie doceniać swoją pracę i dawać z siebie naprawdę wiele.

Jestem programistką, zawodowo funkcjonuję więc w męskim świecie. Jednak nawet na tle kolegów z pracy wyróżnia mnie jedna stereotypowo męska cecha – orientacja na wynik. Ostatnio uświadomiłam sobie, że to podejście zawdzięczam po części obcowaniu z moją córką. Pkt 5: matka nie ma czasu na filozofowanie. Zadanie ma być zrobione i koniec. Nauczyła się tego przy niemowlęciu. Tam nie ma czasu na zagwozdki „być albo nie być”, tam trzeba działać!

Kończę pracę o 15.30. Minutę później przy moim biurku można znaleźć tylko kurz. W domu czeka na mnie kochana córeczka, ale też mnóstwo obowiązków: domowych i tych, które sama sobie generuję, np. prowadzenie bloga. Co w tym pozytywnego? Pkt 6: matki mają bardzo dobrze wypracowany work-life balance, nie grozi im więc wypalenie zawodowe.

Co robię w tzw. „wolnym czasie”? Różnie to bywa. Zdarza się, że przez dwie godziny tańczę w kółeczko, rysuję, odgrywam scenki, chodzę na długie spacery i na plac zabaw, gotuję obiady, sprzątam, robię pranie… Kiedy o 21 córka wreszcie zaśnie, zajmuję się blogowaniem lub douczam się programowania – w tej branży jeśli nie idziesz naprzód, to się cofasz. I tak znienacka robi się godzina 23, a tu trzeba jeszcze wziąć prysznic, umyć jakieś naczynia, przygotować wszystko na jutro i już za pół godzinki, góra 45 minut można iść spać… Pkt 7: Matki mają niesamowite pokłady siły. Sama nie wiem, skąd je bierzemy, ale to fakt.

Za czym idzie jeszcze bardziej optymistyczny dla pracodawcy pkt 8: matki nigdy nie przychodzą do pracy na kacu. Po prostu nie mają kiedy pić.

A co dzieje się, kiedy córka jest chora i kiedy nie mam jej z kim zostawić? Pracuję zdalnie. W mojej branży to da się zrobić. Pkt 9: Matka nie zostawi cię w potrzebie, jeśli naprawdę nie ma do tego poważnego powodu.

Mówiąc w skrócie: tak, matka to nadczłowiek. I najczęściej naprawdę dobry pracownik.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *