Najlepsza porada dotycząca wychowania, której kiedykolwiek mi udzielono

A której oczywiście nie posłuchałam od razu.

Miało to miejsce jakieś trzy lata temu, jednak wydaje mi się, że od tego czasu upłynęła cała wieczność. Długo musiałam dojrzewać do tego, żeby zrozumieć znaczenie tych słów.

Byłam w siódmym miesiącu ciąży. Nie czytałam żadnych poradników o wychowaniu i opiece nad małym dzieckiem. Zwyczajnie mnie nudziły. Owszem, wyobrażałam sobie siebie jako matkę, ale raczej starszego dziecka. Nie miałam pojęcia, jak wygląda opieka nad niemowlęciem.

Z jakichś przyczyn zastanawiało mnie jednak, czy warto podawać dziecku smoczek. Poprosiłam o radę moje koleżanki z pracy, które już posiadały potomstwo. Okazało się, że obydwie używały tego gadżetu, bo ich dzieci miały bardzo silny odruch ssania.

 Tylko pamiętaj, to ty najlepiej wiesz, co służy twojemu dziecku. W każdej kwestii. Nie słuchaj nikogo. Nawet nas! – powiedziała jedna z nich, kobieta, którą do dziś uważam za jedną z inteligentniejszych osób, jakie znam.

Uśmiechnęłam się życzliwie, ale rada spłynęła po mnie jak po kaczce. Skąd niby mam wiedzieć, jak opiekować się małym dzieckiem?Instynkt macierzyński? Co to takiego?

I kiedy pewnej grudniowej nocy moja córka przyszła na świat, nadal nie zrozumiałam, o co im chodziło.

Poród odbył się w 36 tygodniu, prawie miesiąc przed czasem. Strasznie bałam się o tę niespełna trzykilową kruszynkę. Pojawiły się problemy z karmieniem piersią i nikłe wsparcie laktacyjne – każda położna mówiła co innego, często przeczyły sobie nawzajem. A ja czułam się coraz bardziej zagubiona.

Po przyjściu do domu było tylko gorzej. Jak „obsługiwać” noworodka, tę małą kruszynkę, którą kocha się najbardziej na świecie? I tu popełniłam największy błąd, sięgając po poradniki i traktując każde zawarte w nich słowo jako świętość.

Próbowałam więc karmić córkę co trzy godziny. „Próbowałam” jest tu słowem-kluczem, bo przez pierwsze dwa czy trzy miesiące domagała się karmienia co dwie, maksymalnie dwie i pół godziny. Próbowałam kłaść ją w łóżeczku, ale czułam się smutna, kiedy w nocy nie było jej gdzieś przy mnie. Skończyło się na przysunięciu mebelka do naszego „rodzicielskiego”, dużego łóżka.

Jak pewnie się domyślacie, szybko zorientowałam się, że poradniki dla młodych rodziców należy traktować z przymrużeniem oka. Że te wszystkie mądre rady nie zawsze przystają do mojego dziecka. Nie zrozumcie mnie źle, to bardzo cenne lektury. Trzeba pamiętać jednak, by brać z nich tylko to, co wydaje nam się słuszne i właściwe. A jeśli mimo to nasze dziecko nie będzie reagować na daną metodę, nie powinniśmy mieć z tego powodu poczucia winy.

Tym bardziej, że te wszystkie pedagożki, blogerki i inne guru od wychowania często same sobie w wielu kwestiach zaprzeczają.

Szkoda, że nie zrozumiałam słów mojej mądrej koleżanki wtedy, w 7 miesiącu ciąży. Jednak z każdym dniem, który spędziłam z moim dzieckiem, przemawiały do mnie bardziej. Obie z córką zyskiwałyśmy więcej spokoju. A już zupełnie dobrze zaczęło nam się układać, kiedy poszłam do pracy i zwyczajnie nie miałam już czasu na przeglądanie i analizowanie wszystkich mądrych artykułów na temat wychowania.

Pamiętaj, to ty wiesz najlepiej, czego potrzebuje twoje dziecko. A jeśli maluch twojej koleżanki robi coś szybciej/później/inaczej, nie znaczy to jeszcze, że ona robi coś lepiej lub gorzej. Wrzućmy więc na luz i cieszmy się macierzyństwem.

2 Replies to “Najlepsza porada dotycząca wychowania, której kiedykolwiek mi udzielono

  1. Wiesz… gdyby w poradnikach pisali „…to ty najlepiej wiesz, co służy twojemu dziecku.”, to by nie zarobili 😉 Ot, cały sekret dlaczego takie mądrości przekazywane są z ust do ust 🙂

    1. Dokładnie! Tak samo jak poradnik „chcesz coś zmienić w swoim życiu? Musisz zapierdzielać!” – zero szans na wysoką sprzedaż 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *